Mój syn się wyprowadza

September 17, 2021
Ten wpis nie będzie poradą. Podzielę się swoimi przeżyciami, emocjami i rozważaniami. Mam trójkę dzieci. Pierwsze właśnie wyfrunęło z gniazda. Co przeżywa w takiej chwili matka?

Rozum swoje, serce swoje

Dorian – nasz pierworodny syn. Lat 20, więc stary koń. Po liceum zrobił sobie rok przerwy w nauce (ale nie w triathlonie), aby na spokojnie przygotować się do kolejnego etapu – studiów wyższych. Najpierw miała być Holandia, ale skończyło się na Szkocji, gdzie znalazł świetne połączenie nauki i sportu.

To jedna z najwspanialszych rzeczy w życiu rodziców: widzieć, jak dziecko ma pasję i się rozwija. Ponadto cieszy nas świadomość, że najwyraźniej udało nam się wychować syna na samodzielnego człowieka, który radzi sobie w różnych sytuacjach i ma odwagę przenieść się na kraniec Europy.

Generalnie myślę, że to dobrze, żeby młody człowiek zasmakował życia poza domem i radzenia sobie samemu z codziennymi sprawami (np. ze swoimi stertami prania :D). To go lepiej przygotuje na dalsze życie, na założenie własnej rodziny i na inne wyzwania.

I tu kończy się mój racjonalizm.

Rozum sobie tłumaczy i kalkuluje, a serce wyje! Sercu nie wytłumaczę. Wczoraj przepłakałam pół dnia. Rozum i emocje zupełnie się rozjechały…

Czy do takiego momentu można się przygotować?

Teoretycznie tak. Na pewno zarówno dziecku, jak i rodzicom, pomaga, gdy wcześniej regularnie miały miejsce samodzielne wyjazdy. Czyli zamiast rewolucji, aplikujemy ewolucję.

U nas sytuacja wyglądała mniej więcej tak.

Zarówno pandemia, jak roczna przerwa Doriana w nauce (a wcześniej licealna edukacja domowa) sprawiły, że sporo czasu spędzał w domu. Przyzwyczailiśmy się do tego i było nam z tym dobrze (no, może z wyjątkiem stert prania i bałaganu, które nie znały umiaru, ale dało się to przeżyć). W tym roku pojawiło się więcej dłuższych i krótszych zagranicznych wyjazdów, związanych z treningami i zawodami. Można by więc powiedzieć, że rozłąka nie jest nam obca.

A jednak taki wyjazd na studia, i to daleko, jest ewidentnym odcięciem pępowiny. W odczuciu matki.

Samodzielność i niezależność dziecka

Już od najmłodszych lat staraliśmy się wychowywać swoich synów na samodzielnych ludzi. Wiadomo, że od 5-latka wymagało się mniej niż od 15-latka. Generalnie jednak chłopcy byli stymulowani do partycypacji w pracach domowych oraz do przedsiębiorczości. Wszystko to ułatwia późniejszy start w dorosłym życiu.

Miło jest mieć świadomość, że Dorian potrafi sobie ugotować zdrowy i pożywny posiłek, że umie załatwić sprawy urzędowe w różnych językach i że bierze na siebie odpowiedzialność za szereg spraw w swoim życiu.

Na tym etapie jest jeszcze od nas zależny finansowo, ale i to powoli się skończy.

Tyle, jeśli chodzi o samodzielność i niezależność dziecka.

Niezależność matki

Co warto, moim zdaniem, podkreślić to, że rodzicowi zawsze będzie łatwiej wejść w nową fazę, gdy sam był w stanie zbudować swoją niezależność. Myślę, że najtrudniej mają matki, które poświęcały się dzieciom i domu. Dzieci opuszczają dom, a matka zostaje z pustką.

Ja, na szczęście, zawsze obok rodziny i domu, miałam pracę i cały szereg innych zajęć. Częściowo był to świadomy zabieg, ale przede wszystkim takie życie jest po prostu zgodne z moją naturą. Zawsze mówiłam, że jestem lepszą mamą i żoną, gdy pracuję.

Ani praca, ani żadne inne zajęcie nie pomaga w radzeniu sobie z emocjami. Pomaga jednak w przestawieniu myśli na inne tory, w ustanowieniu nowej struktury dnia, w ustanowieniu celów, do których można dążyć.

Co z tymi emocjami?

Wiem. Wcale nie mam powodu do dramatyzowania. Bastian i Tymon dotrzymują nam jeszcze chwilowo towarzystwa, czyli dom jest nadal pełen ludzi (i psa). Mam mnóstwo fajnych zajęć. Jedyna kwestia do ogarnięcia to emocje. Wysłuchanie ich, czucie, akceptacja i transformacja w relację z dzieckiem w nowym rozdziale naszego życia. Im lepiej przepracuję to teraz, tym lepiej będę przygotowana na kolejne takie akcje.

Życiowy flow

Wszystko w życiu przemija lub zmienia się w coś innego. Tak samo jest z rodzicielstwem. Mamą będę zawsze, ale moja rola zmienia się wraz z wiekiem moich dzieci. Wszyscy zawsze mówili, że dzieciństwo tak szybko przemija. I to prawda. Całe życie leci jak petarda. Tym bardziej, gdy prowadzi się tak aktywne i urozmaicone życie jak my.

Dlatego najlepiej jest szybko zaakceptować nową sytuację i w nowej równowadze iść dalej, podejmować kolejne fajne wyzwania. Wiecie co mnie cieszy najbardziej? Że gdy w domu dałam ujście mojemu smutkowi i uroniłam parę łez, spotkało się to ze zrozumieniem (na ile faceci potrafią to zrozumieć) i empatią.

Miałyście podobne doświadczenia? Jak sobie radziłyście? Jeśli macie ochotę się tym podzielić, to napiszcie w komentarzu. Na pewno przyda się nie tylko mi!

0 Comments

Submit a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Kaszuka Newsletter

Rozwijaj się mądrze! Otrzymuj nowości i porady prosto do Twojej skrzynki!

Dziękuję! Jesteś zapisana na listę osób otrzymujących newsletter Kaszuka. Cieszę się, że jesteś z nami!

Share This