Jeśli któraś z Was zarządzała lub uczestniczyła kiedyś w projekcie biznesowym, to pewnie spotkałyście się z terminem „retrospekcja” lub „retrospektywa”, czyli spojrzenie wstecz w celu wyciągnięcia wniosków na przyszłość.
Warto wspomnieć, że Kaszuka to projekt odpowiadający na moje potrzeby realizacji mojej wizji na życie. W pewnym sensie jest to też eksperyment, który potrzebuje okresowej oceny.
Nie chcę ani Was ani siebie męczyć statystykami i wielkimi analizami, tak jak bym to pewnie zrobiła przy projekcie biznesowym. Bardziej mnie interesują kwestie miękkie: frajda, satysfakcja, wartość dodana.
Zacznijmy od początku
Kaszuka została powołana do życia po to, żeby dzielić się z innymi (głównie kobietami) moimi patentami na zdrowe i dobre życie. 2 lata temu zdecydowałam się na czasową przerwę w pracy w biznesie i skupienie się na rodzinie i odkrywaniu tego czym bym się chciała zajmować w nadchodzących latach. Odkrywanie swojej wizji życiowej okazało się dość mozolnym procesem, ale dałam radę.
My purpose in life is to inspire and empower people to live a joyful and healthy life.
Kaszuka wydaje się idealnym, choć nie jedynym możliwym, kanałem do realizacji mojej wizji.
Co poszło dobrze?
Prawdę mówiąc, większość pozytywnych stron moje działalności blogowej była dla mnie pewną niespodzianką.
Niespodzianka nr 1 - pisanie
Pisanie na blogu o moich doświadczeniach sprawiało mi frajdę, mimo że wyrażanie się na piśmie nigdy nie było moim hobby. Nie prowadziłam pamiętników, nie lubiłam długich wypracowań. Najwyraźniej jednak dobrze mi robi pisanie o konkretach z życia i dzięki temu układanie sobie pewnych myśli i wniosków.
Cieszyło mnie pisanie postów, tworzenie filmików i podcastów. Niektóre treści powstawały na podstawie moich doświadczeń. Inne, z kolei, tworzyłam na podstawie wyszukanych materiałów na dany interesujący mnie temat. Wszystkie te formy były dla mnie rozwojowe.
Niespodzianka nr 2 – rodzina
Wspaniałe było to, że moja rodzina włączała się w niektóre aspekty techniczno-artystycznie. Mój najmłodszy syn robił mi czasem zdjęcia, nagrywał podcasty i filmy. Mój najstarszy syn stworzył szablon bloga i pomagał w projektach graficznych i w mediach społecznościowych. Nieocenionych wsparciem darzył mnie też w różnych sytuacjach mój mąż, a krytyczne oko trzeciego syna też często było pomocne. Miał być mój blog, a wyszło rodzinne przedsięwzięcie 😉
Niespodzianka nr 3 - Wy
Fajne były Wasze reakcje i pytania, dotyczące publikowanych przeze mnie treści. Wynikało z nich, że poruszane tematy są dla Was ważne. Dawało mi to poczucie, że mimo iż treści o podobnej tematyce jest w sieci mnóstwo, oferowany przez mnie mix tematów życiowo-zdrowotnych jest Wam przydatny.
Co zawiodło?
Intensywność publikacji
Zaczynając bloga, wiedziałam, że jeśli będę chciała zrobić z tego coś naprawdę znaczącego (czytaj: dla naprawdę dużej grupy odbiorców, co dałoby różnego rodzaju możliwości rozwoju inicjatywy), to będę musiała poświęcić temu bardzo dużo czasu. Na początku publikowałam bardzo regularnie i często. Z czasem inne moje aktywności stawały się dla mnie ważniejsze od bloga. Efektem była mniej regularna aktywność zarówno na blogu, jak i w mediach społecznościowych.
Moja aktywność w mediach społecznościowych
Rozwój bloga i docieranie do coraz większej grupy odbiorców wymaga ciągłej obecności online. To codzienne zaangażowanie w media społecznościowe – nie tylko w formie publikacji na własnych profilach, ale przede wszystkim obserwowanie innych, komunikowanie się z nimi czy choćby publikowanie treści na innych forach. Wiem, co się powinno robić, żeby to wszystko śmigało. Wyznam Wam jednak, że moje wewnętrzne ja się buntuje. Nie chce spędzać godzin na Instagramie i facebooku.
Zrobiłam sobie ostatnio parodniowy totalny detox od instagrama i facebooka. Efekt? Czułam się znacznie lepiej, byłam spokojniejsza i miałam czas na inne ważne dla mnie rzeczy.
Wniosek
Czujecie już jaki wniosek mi się nasuwa?
- Chcę robić tylko rzeczy, które są dobre dla mnie i dla innych, a media społecznościoweniestety wnoszą mi niewiele dobrego, jeśli jestem zmuszona na regularną aktywność.
- Jestem przekonana, że moje „patenty na zdrowe i zrównoważone życie” są pewną unikalną mieszanką wynikającą z tego kim jestem i czego do tej pory doświadczyłam:
- kobieta po 40 (a właściwie przed 50.),
- żona (cudzoziemca),
- matka 3 synów,
- kobieta biznesu,
- kobieta aktywna sportowo,
- kobieta wspierająca inicjatywy rozwojowe dla dzieci i młodzieży,
- kobieta poszukująca optymalnej równowagi w życiu,
- kobieta chcąca żyć długo, zdrowo i szczęśliwie.
- Nadal zamierzam wypełniać moją misję życiową, ale Kaszuka nie będzie głównym kanałem. Kończę z uwiązaniem do mediów społecznościowych. Może od czasu do czasu opublikuję jakiś wpis na Kaszuce. Jeszcze nie wiem. Zależy jak się różne rzeczy ułożą.
Lubię cytat Marka Twain’a: „Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj”
Co dalej?
Chcę teraz więcej czasu poświęcić aktywnościom, które będą rozwijać mnie i innych, czyli doradzanie firmom w zakresie komunikacji, marketingu i zaangażowania pracowników. Jednocześnie kontynuuję działalność pro bono dla Klubu Sportowego Tri Talent Team oraz dla projektu The Avenue .
Oczywiście będę kontynuować osobisty projekt, pt. „życie w optymalnej równowadze”. Wam też życzę powodzenia w odnajdowaniu Waszej osobistej drogi do równowagi życiowej.





0 Comments